Mam dla Was w szybkim tempie, trzeci rozdział. Postanowiłam, że rozdziały się będą pojawiać w niedzielę. Także, za wczorajszą niedzielę już jest :D A czwarty będzie w tą lub w następną.
~*~
Cały ten sen wydawał się strasznie dziwny. Dlaczego Dymitr
miałby mnie odwiedzać właśnie teraz? Przed jego wyjazdem wszystko zostało
„ustalone”.
Wszystko pamiętałam. Każdy szczegół
tego feralnego dnia. Nie miałam zamiaru tego odbudowywać.
- Nie wiem
co mam robić – mruknęłam. Siedziałam koło Edwarda. Oglądaliśmy w salonie jakiś
film.
- Nie rozumiem…
- Chyba będę
musiała zrezygnować z uczelni w Idaho.
Popatrzył na mnie. Jego wyraz twarzy
nie ukrywał zdziwienia.
- Ty chyba
nie mówisz na poważnie. Bello pamiętam jak sama mówiłaś, że jest to dla ciebie
wielka szansa. I teraz chcesz ją zaprzepaścić? Teraz kiedy wreszcie osiągnęłaś
to czego tak naprawdę chciałaś. To niedorzeczne – odparł. Nie był zły, bardziej
zawiedziony. Od kilku lat mu powtarzałam, że jeśli jakimś cudem uda nam się
razem dalej uczyć, to nigdy się nie „rozstaniemy”.
- Wiesz co jest
bardziej nie dorzeczne? – ciągnęłam dalej. Byłam poirytowana. – To, że nie
mogła dzisiaj normalnie spać. Widziałam go. To jest ten cały problem widziałam
Dymitra. Nie chcę tam studiować tylko dlatego, że on będzie mnie tam uczył. Nie
chcę tego. To jest mój najgorszy problem.
- To nie
możliwe, jak mogłaś go widzieć? – dopiero teraz Edward zrozumiał co miałam na
myśli. Sny. – Myślałem, że tylko Adrian tak potrafił.
- Bo tak
było. Dymitr kiedyś poprosił Iwaszkowa o pomoc. A ten mu chętnie pomógł. Mimo
że się nienawidzili. Wtedy jeszcze nie sądziłam, że się rozstaniemy a on
któregoś dnia mnie nawiedzi – mówiłam o Bielikowie i Iwaszkowie tak jakbym za
nimi tęskniła.
W rzeczywistości to nie było tak.
Adriana poznałam na początku szkoły. Miałam wtedy siedem lat. Młody Iwaszkow
był również ode mnie starszy. Był starszy od Dymitra. A może młodszy? Zresztą
to nie istotne.
Alice była
załamana jej mama miała wypadek, a w młodości dziewczyna nie kontrolowała
swoich uczuć. Mimo tak młodego wieku, zakochała się w Adrianie, lecz już na
samym początku było jasne, że ten związek nie miał przyszłości. Adrian był w
gimnazjum a Brandonówna dopiero zaczynała naukę w szkolę. To strasznie dziwnie
wyglądało. Chłopakowi zależało tylko na reputacji. A związek z Ally tylko mu ją
pogorszył.
Przyjaciółka była wtedy jeszcze
większej depresji. Wypadek matki, rozstanie z chłopakiem. To wszystko wydarzyło
się prawie w tym czasie.
- Myślisz,
że między wami może znów zaiskrzyć?
- Nie.
Tego byłam pewna.
- Ale wiesz
jaki jest Dymitr, jeśli wszystko nie
będzie po jego myśli… - przerwał.
-
Wyeliminuje wszystko i wszystkich co stanie mu na drodze. – zaśmiałam się. –
Przesadzasz. To, że nie czuję do niego sympatii nie oznacza, że od razu jest
psychopatą.
- Bells a
tak w ogóle to skąd wiesz, że będzie cię uczył?
- Nie mam
pewności. Po prostu tak mi powiedział. – dałam mu jasno do zrozumienia, aby ten
temat zakończyć jak najszybciej. Rozmowa o Dymitrze, to jest najtrudniejsza
rozmowa. Podobno czas leczy rany. Zobaczymy czy te spekulacje są prawdziwe.
Musiałam dzisiaj odreagować.
Zaproponowałam przyjaciołom wyjście. Oczywiście odpowiedź była jednogłośna
„Eclipse” (był to club położony w centralnej części Seattle, zawsze tam
chodziliśmy).
- Ciekawe
jaki będziemy mieć przydział – rzucił lekko Emmett.
- Swan, ty
już wiesz, prawda? –zagadnęła Rose.
- Niestety.
- No to kto
będzie twoim nauczycielem? Pochwal się. Jakaś ślicznota – zapytał Emm.
- A może
jakiś przystojniak – dodała Alice.
- Sami się
przekonacie – [Edward] mrugnął do mnie porozumiewawczo. Chciał mnie uratować z
opresji.
Po „rycerskim” zachowaniu Edwarda nie padło już żadne tego
typu pytanie. Po prostu bawiliśmy się wszyscy razem do białego rana. Nie
pamiętam nawet kiedy znalazłam się w swoim łóżku. Musiałam wczoraj nieźle
zabalować. Głowa mnie cholernie bolała. Teraz rozumiem dlaczego moi rodzice
każą mi, aż tak bardzo się nie zabawiać. Chociaż to było jasne, że ich nie
posłucham. Byłam dobrą uczennicą, także nie mieli do mnie żadnych „ale”.
Chociaż uważali, że z alkoholem trochę przesadzam. Taa… trochę. Mało
powiedziane.
W ciągu godziny udało mi się ogarnąć
wszystko.
Niedzielny poranek… Co tydzień
rodzice zawsze spędzali czas z Billym Blackiem. Wracali późnymi wieczorami. Nie
raz proponowali mi, abym się z nimi zabrała. Lecz uparcie odmawiałam.
Wzięłam się za przygotowanie
prostego posiłku jakim były płatki.
W mojej głowie roiło się
pełno pytań, na które odpowiedzieć po prostu nie potrafiłam. Każdy dzień był
dla mnie jak zagadka którą musiałam rozwiązać. Im bliżej byłam rozwiązania, tym
bardziej traciłam nadzieję, że w końcu uda mi się dotrzeć do celu. Dymitr był w
tym momencie moim największym problemem. Nie bałam się go, lecz nie chciałam by
doszło do spotkania między nami. Kilka lat temu tamten rozdział zamknęłam i nie
chciałam już do niego nigdy powracać, a nagle przez sen dowiaduję się, że
Bielikow będzie moim nauczycielem. Szczęście nigdy mi nie dopisywało.
Gdybym jednak zrezygnowała z uczenia
się na tamtejszej uczelni zaprzepaściłabym jedyną szansę i dałabym mu do zrozumienia,
że się go boję. Nie
wiem jak
przetrwam te dwa lata. Swoje osiemnaste urodziny będę spędzać w Akademii z
przyjaciółmi.
Czy to co Dymitr mówił jest prawdą?
I kim jest „ona”?
Dopiero teraz zrozumiałam, że nigdy
nie poznałam prawdziwego Dymitra. I wiem też, że nigdy go nie poznam.
„Nie ufaj
każdemu. Pamiętaj.” – wtedy nie brałam znaczenia tych słów na poważnie. Chociaż
jego poważna mina zdradzała powagę sytuacji, to ja jako małe dziecko obracałam
wszystko w żart.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam
zmiętą karteczkę. Trzymałam ją od kilku lat, był to list pożegnalny:
Droga
Isabello!
Nie zawsze wszystko idzie po naszej
myśli. Wydaje się, że każdy związek ma dobre zakończenia. Jesteś jeszcze zbyt
młoda by zrozumieć znaczenia tych słów. Nie mam Ci tego za złe. Zawsze
wiedziałaś co jest dobre, a co złe w życiu. Lecz nigdy nie potrafiłaś wziąć
moich słów na poważnie. Żarty są śmieszne do pewnego stopnia, ty każdą nawet
najdrobniejszą sprawę uważałaś za idiotyczną. Tego też nie mam Ci za złe.
Dopiero wkraczasz w prawdziwe życie ( a może jeszcze nie ).
Nie
będę odbiegał od tematu. Piszę do Ciebie ten list, gdyż zrozumiałem co tak
naprawdę znaczy „miłość”. Ja za chwilę kończę szkołę, a ty dopiero bierzesz na
siebie obowiązek. Nie miej mi tego za złe, ale uważasz, że to wszystko nie
powinno tak być. Ty i ja, to dwie równe historie. Nie ma sensu udawać.
Dymitr.”
I następnego dnia już go nie było…
Jego matka wraz z nim i trzema siostrami wyjechali. Nie wiem gdzie. Po pewnym
czasie przestało mnie to po prostu interesować.
Teraz sprawy się pokomplikowały. Ja
i Edward byliśmy prawdziwymi przyjaciółmi na dobre i na złe. Jednak poczułam do
Cullena coś więcej niż tylko przyjaźń. Nie wiem co teraz powinnam zrobić,
przecież nie powiem mu tego
wprost.
Obiecywałam sobie, że nigdy nie poczuję nic więcej. A teraz? Złamałam własne
słowo. Nie dotrzymałam go. Nie mogę teraz uciekać przed tym uczuciem i
okłamywać samej siebie, że nic do niego nie czuję. Robiłam to już przez te
kilka lat.
Pora się wreszcie ustatkować i
zacząć brać wszystko na własną odpowiedzialność. Edward nigdy nie był mi pisany
i nic na to nie poradzę. Muszę wreszcie zrozumieć sens życia i dopiero wtedy
zacząć się znów z kimś spotykać.
Spoglądałam bezczynnie w okno. Padał
deszcz. Moi przyjaciele zapewne jeszcze smacznie drzemali, skoro nawet ja nie
pamiętałam kiedy „dotarłam do domu” to co dopiero oni. Chwila, ktoś musiał
zostać jednak trzeźwy. Sięgnęłam pamięcią do wczorajszego wieczoru: Alice,
Emmett, Rosalie, Jasper, Edward, Jacob byli pijani, ja zresztą też. Skoro nie
oni, to kto do cholery mnie odwiózł!?
Szybko wybrałam numer do swojej
matki.
- Bells już
wstałaś? – zapytała z rozbawieniem w głosie. Z pewnością mieli ze mnie niezły
ubaw.
Jej kąśliwy komentarz puściłam mimo
uszu.
- Mamuś, mam
trochę nietypowe pytanie – mruknęłam.
- Czyli?
- Wiesz
dobrze, że nic nie pamiętam.
Przytaknęła.
- Ale –
ciągnęłam dalej. – Kto mnie wczoraj odwiózł do domu?
- Myślałam,
że wiesz. – odparła.
- Gdybym
wiedziała to bym się ciebie nie pytała o to – to logiczne – więc?
- Adrian.
Nastała cisza.
- Jaki?
- Iwaszkow,
a jaki?
- Żartujesz
– rzuciłam.
- Po co
miałabym żartować?
- Nie wiem…
No dobra, dzięki, pa. – rozłączyłam się.
Czyli tak to miało wyglądać? Od
kiedy Bielikow pojawił się w moich snach, Adrian teraz pokazuje się również,
ale realnie. Taki mieli plan? Chwila, chwila, chwila… moi przyjaciele zawsze
dotrzymują słowa, jeśli chodzi o picie. Ten który nie pije, rzecz jasna
dotrzymuje danego słowa. Czyżby Adrian przeciągnął ich na swoją stronę? Z Alice
na pewno tak łatwo by mu nie poszło. Nienawidziła gościa.
Powoli nic już nie rozumiałam. To
wszystko było takie wykańczające. Spojrzałam na kominek, leżała tam karteczka do Isabelli.
Pewnie rodzice – pomyślałam.
Podeszłam i rozwinęłam. Stanęłam jak słup.
„Isabello,
nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek
się spotkamy. Twój finezyjny uśmiech, długość twoich włosów. Nic się nie
zmieniłaś. Jak zawsze piękna i optymistyczna. Przynajmniej takie odniosłem
wrażenie na dzisiejszej imprezie. Nie spodziewałaś się mnie prawda? Doskonale,
uwielbiam zaskakiwać ludzi zwłaszcza takich jak ty. Od zawsze byłaś trochę
mroczna to w Tobie lubię. Tajemniczość.
Mam nadzieję, że nie zaprzepaściłem
swojej szansy na normalne stosunki? Wiesz jak bardzo mi zależy na Tobie?
Zdajesz sobie sprawę? Nigdy moim zamiarem nie było być Twoim odwiecznym
wrogiem… a jednak sprawy się nieco pokomplikowały. Alice co u niej? Wczoraj nie
zamieniłem z nią ani jednego słowa, a szkoda. Może wreszcie by nam się udało.
Chociaż nie sądzę, abym zasługiwał u
niej na drugą szansę. Ułożyła sobie na nowo życie, przy tym loczku.
A i Tobie się widzę powodzi. Ty i Cullen. No, no,
no nie spodziewałem się u ciebie takich obrotów. Myślałem, że po odejściu
Dymitra będziesz rozpaczać całe wieki. A tu proszę… kolejny romans. Nie wiem
czy Dimka będzie zadowolony. W końcu to Ty
od zawsze byłaś jego jedyną miłością.
Ale nie będę się wtrącał, ty sama najlepiej wiesz kogo kochasz. Nie pozostaje
mi nic innego, jak tylko życzyć Ci szczęścia.
PS: Może Edward w końcu weźmie się w
garść i powie Ci co czuje, tak jak to zrobił na wczorajszym wieczorze.
Trzymaj się Gwiazdeczko.
Wiesz kto.”
Jasna
cholera teraz on. Chyba naprawdę zdrowo im rąbnęło.