czwartek, 28 czerwca 2012

Rozdział: czwarty

A dobra moja strata. Mówiłam o wakacjach, zawieszeniu bloga. A jednak... pozostawiam Wam jeden, króciutki czwarty rozdział.
Liczę na jakiś komentarz ;)

~*~


                Wakacje minęły niczym za pstryknięciem palca.
         Właśnie dzisiaj rozpoczęłam naukę w Idaho i na moje szczęście nie natknęłam się jeszcze na Bielikowa.
- Widzisz Bells, kłamał – oznajmił Edward w drodze do mojego pokoju.
         Uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- Wiesz jak pocieszyć człowieka – zadrwiłam, od razu się roześmiał.
         Resztę drogi do mojego pokoju przeszliśmy śmiejąc się i żartując. Pokoik dzieliłam z Rose i Alice dzięki czemu nigdy nie jest nudna (zresztą znamy się ponad 10 lat, raźniej)
- Do zobaczenia.
- Hej.
         Weszłam do swojego pokoju, dziewczyn nie było. Mamy różne plany, więc nie widujemy się za często.
         Przerzucałam właśnie kartki w książce, aż nagle rozległo się pukanie do drzwi. Podeszłam i otworzyłam.
- Dzień dobry – na jego twarzy igrał uśmieszek, ten co zwykle.
- Żegnam – rzuciłam. Miałam właśnie zamykać drzwi, ale mi przeszkodził.
- E… nie wolno być nie miłym dla nauczycieli – skarcił mnie.
- Więc słucham?
- Przyszedłem porozmawiać – oznajmił.
- Nie mam czasu.
- Dla nauczyciela nie masz?
- Dobry boże, zostawisz mnie wreszcie w spokoju!?
- Panno Swan czy wszystko w porządku? – rozległ się piskliwy głos dyrektorki.
 
- Tak… - rzuciłam.
- Panie Bielikow jest pan potrzebny piętro wyżej.
         Ta kobieta życie mi ratuje.
- Oczywiście pani dyrektor. To może Isabella wybierze się od razu ze mną na przechadzkę po szkole? – spojrzał na mnie, a potem znów na kobietę o średnim wzroście.
- Dlaczego by nie… skoro pan i tak będzie jej nauczycielem.
         Zamarłam.
- Chodź, oprowadzę cię.
         Cóż nie mogłam się sprzeciwiać. Po prostu wyszłam z pokoju zamykając go na klucz i podążyłam przed siebie.
- Dlaczego mi to robisz? – zapytałam.
- co?
- Nie udawaj idioty, powiedz mi czemu mnie nękasz?
-  A nie chcesz tego?
         Stanęłam jak poparzona.
- Nie! – krzyknęłam. – Chciałam zrezygnować tutaj z uczenia się. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego.
- A jednak będziesz miała – debil.
Olałam go. To jasne, że już nie zrezygnuję z uczenia się tutaj, ale gdybym mogła. To bym teraz, natychmiast odeszła.
- Bielikow! – wrzasnął ktoś.
- Rosemarie.
- Któż to? – zapytała nieznajoma.
 
- Isabella Swan. Nowa uczennica – nie dał dojść mi do słowa.
- Wspaniale, wspaniale – i odeszła.
         Próbowałam wykorzystać chwilę jego nieuwagi i cofnęłam się  w stronę swojego pokoju.
- Wycieczka jeszcze nie minęła – zauważył.
- Dokończymy ją innym razem – rzuciłam – o ile takowy nastąpi – mruknęłam.
- Nastąpi. Jutro.
- Zmiana klasy.
- Chytra jak zawsze.
- I to we mnie lubisz?
         Cóż jeśli miałam już tutaj stać z nim, to można trochę podenerwować tego pajaca, albo jak kto woli nauczyciela.
- Bella! – to Alice.
         Krzyczała do mnie z uśmiechem na twarzy. Nagle się zatrzymała jakby ktoś ją pociągnął za kaptur. Za pewne na widok Dymitra.
- Witaj Alice – na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Dymitr? – kiwnął głową.
- Miałaś do mnie jakąś sprawę – zauważyłam.
- A, no tak. Słuchaj załatwiłam nam przepustkę. W ten weekend. Będziemy mogły się wybrać na zakupy – na twarzy przyjaciółki widniał szeroki uśmiech.
- To świetnie.
         Problem był taki, że nienawidziłam zakupów. Ale, żeby nie widzieć Bielikowa cały weekend, taka cena jest warta.
- Oczywiście jedziemy wszyscy: my i chłopacy.
 
- Jeszcze lepiej!
- To do zobaczenia później.
Pożegnałam się z dziewczyną. Nareszcie jedna dobra wiadomość. Za dużo było już tych złych.
- Zadowolona ? – zapytał.
- I to jak. W końcu się od ciebie uwolnię – warknęłam.
- Nie lubisz zakupów.
- Poświęcę się.
- Długo tam nie wytrzymasz – odparł.
- Możliwe. – przyznałam mu po raz pierwszy rację. – Ale co z tego. – przerwałam. – A no właśnie kto to ta cała Rosemarie?
- Nikt – wyminął się.
- To jest ona! – krzyknęłam.
- Jak się domyśliłaś?
- Nie trudno było. Twoje zachowanie zdradza wszystko – wyjaśniłam.



~*~
A teraz pytanie które bardzo mnie ciekawi. Kogo widzicie jako przyszłego chłopaka Belli. Edwarda, Jacoba a może Dymitra? ;)

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Rozdział: trzeci

Mam dla Was w szybkim tempie, trzeci rozdział. Postanowiłam, że rozdziały się będą pojawiać w niedzielę. Także, za wczorajszą niedzielę już jest :D A czwarty będzie w tą lub w następną.
~*~

            Cały ten sen wydawał się strasznie dziwny. Dlaczego Dymitr miałby mnie odwiedzać właśnie teraz? Przed jego wyjazdem wszystko zostało „ustalone”.
            Wszystko pamiętałam. Każdy szczegół tego feralnego dnia. Nie miałam zamiaru tego odbudowywać.
- Nie wiem co mam robić – mruknęłam. Siedziałam koło Edwarda. Oglądaliśmy w salonie jakiś film.
- Nie rozumiem…
- Chyba będę musiała zrezygnować z uczelni w Idaho.
            Popatrzył na mnie. Jego wyraz twarzy nie ukrywał zdziwienia.
- Ty chyba nie mówisz na poważnie. Bello pamiętam jak sama mówiłaś, że jest to dla ciebie wielka szansa. I teraz chcesz ją zaprzepaścić? Teraz kiedy wreszcie osiągnęłaś to czego tak naprawdę chciałaś. To niedorzeczne – odparł. Nie był zły, bardziej zawiedziony. Od kilku lat mu powtarzałam, że jeśli jakimś cudem uda nam się razem dalej uczyć, to nigdy się nie „rozstaniemy”.
- Wiesz co jest bardziej nie dorzeczne? – ciągnęłam dalej. Byłam poirytowana. – To, że nie mogła dzisiaj normalnie spać. Widziałam go. To jest ten cały problem widziałam Dymitra. Nie chcę tam studiować tylko dlatego, że on będzie mnie tam uczył. Nie chcę tego. To jest mój najgorszy problem.
- To nie możliwe, jak mogłaś go widzieć? – dopiero teraz Edward zrozumiał co miałam na myśli. Sny. – Myślałem, że tylko Adrian tak potrafił.
- Bo tak było. Dymitr kiedyś poprosił Iwaszkowa o pomoc. A ten mu chętnie pomógł. Mimo że się nienawidzili. Wtedy jeszcze nie sądziłam, że się rozstaniemy a on któregoś dnia mnie nawiedzi – mówiłam o Bielikowie i Iwaszkowie tak jakbym za nimi tęskniła. 
            W rzeczywistości to nie było tak. Adriana poznałam na początku szkoły. Miałam wtedy siedem lat. Młody Iwaszkow był również ode mnie starszy. Był starszy od Dymitra. A może młodszy? Zresztą to nie istotne.  
 
Alice była załamana jej mama miała wypadek, a w młodości dziewczyna nie kontrolowała swoich uczuć. Mimo tak młodego wieku, zakochała się w Adrianie, lecz już na samym początku było jasne, że ten związek nie miał przyszłości. Adrian był w gimnazjum a Brandonówna dopiero zaczynała naukę w szkolę. To strasznie dziwnie wyglądało. Chłopakowi zależało tylko na reputacji. A związek z Ally tylko mu ją pogorszył.  
            Przyjaciółka była wtedy jeszcze większej depresji. Wypadek matki, rozstanie z chłopakiem. To wszystko wydarzyło się prawie w tym czasie.
- Myślisz, że między wami może znów zaiskrzyć?
- Nie.
            Tego byłam pewna.
- Ale wiesz jaki jest Dymitr, jeśli  wszystko nie będzie po jego myśli… - przerwał.
- Wyeliminuje wszystko i wszystkich co stanie mu na drodze. – zaśmiałam się. – Przesadzasz. To, że nie czuję do niego sympatii nie oznacza, że od razu jest psychopatą.
- Bells a tak w ogóle to skąd wiesz, że będzie cię uczył?
- Nie mam pewności. Po prostu tak mi powiedział. – dałam mu jasno do zrozumienia, aby ten temat zakończyć jak najszybciej. Rozmowa o Dymitrze, to jest najtrudniejsza rozmowa. Podobno czas leczy rany. Zobaczymy czy te spekulacje są prawdziwe.
            Musiałam dzisiaj odreagować. Zaproponowałam przyjaciołom wyjście. Oczywiście odpowiedź była jednogłośna „Eclipse” (był to club położony w centralnej części Seattle, zawsze tam chodziliśmy).
- Ciekawe jaki będziemy mieć przydział – rzucił lekko Emmett.
- Swan, ty już wiesz, prawda? –zagadnęła Rose.
- Niestety. 
 
- No to kto będzie twoim nauczycielem? Pochwal się. Jakaś ślicznota – zapytał Emm.
- A może jakiś przystojniak – dodała Alice.
- Sami się przekonacie – [Edward] mrugnął do mnie porozumiewawczo. Chciał mnie uratować z opresji.
           
Po „rycerskim” zachowaniu Edwarda nie padło już żadne tego typu pytanie. Po prostu bawiliśmy się wszyscy razem do białego rana. Nie pamiętam nawet kiedy znalazłam się w swoim łóżku. Musiałam wczoraj nieźle zabalować. Głowa mnie cholernie bolała. Teraz rozumiem dlaczego moi rodzice każą mi, aż tak bardzo się nie zabawiać. Chociaż to było jasne, że ich nie posłucham. Byłam dobrą uczennicą, także nie mieli do mnie żadnych „ale”. Chociaż uważali, że z alkoholem trochę przesadzam. Taa… trochę. Mało powiedziane.
            W ciągu godziny udało mi się ogarnąć wszystko.
            Niedzielny poranek… Co tydzień rodzice zawsze spędzali czas z Billym Blackiem. Wracali późnymi wieczorami. Nie raz proponowali mi, abym się z nimi zabrała. Lecz uparcie odmawiałam.
            Wzięłam się za przygotowanie prostego posiłku jakim były płatki.
                        W mojej głowie roiło się pełno pytań, na które odpowiedzieć po prostu nie potrafiłam. Każdy dzień był dla mnie jak zagadka którą musiałam rozwiązać. Im bliżej byłam rozwiązania, tym bardziej traciłam nadzieję, że w końcu uda mi się dotrzeć do celu. Dymitr był w tym momencie moim największym problemem. Nie bałam się go, lecz nie chciałam by doszło do spotkania między nami. Kilka lat temu tamten rozdział zamknęłam i nie chciałam już do niego nigdy powracać, a nagle przez sen dowiaduję się, że Bielikow będzie moim nauczycielem. Szczęście nigdy mi nie dopisywało.    
            Gdybym jednak zrezygnowała z uczenia się na tamtejszej uczelni zaprzepaściłabym jedyną szansę i dałabym mu do zrozumienia, że się go boję. Nie
wiem jak przetrwam te dwa lata. Swoje osiemnaste urodziny będę spędzać w Akademii z przyjaciółmi.
            Czy to co Dymitr mówił jest prawdą? I kim jest „ona”?
            Dopiero teraz zrozumiałam, że nigdy nie poznałam prawdziwego Dymitra. I wiem też, że nigdy go nie poznam.
„Nie ufaj każdemu. Pamiętaj.” – wtedy nie brałam znaczenia tych słów na poważnie. Chociaż jego poważna mina zdradzała powagę sytuacji, to ja jako małe dziecko obracałam wszystko w żart.
            Podeszłam do szafy i wyciągnęłam zmiętą karteczkę. Trzymałam ją od kilku lat, był to list pożegnalny:
            Droga Isabello!
Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Wydaje się, że każdy związek ma dobre zakończenia. Jesteś jeszcze zbyt młoda by zrozumieć znaczenia tych słów. Nie mam Ci tego za złe. Zawsze wiedziałaś co jest dobre, a co złe w życiu. Lecz nigdy nie potrafiłaś wziąć moich słów na poważnie. Żarty są śmieszne do pewnego stopnia, ty każdą nawet najdrobniejszą sprawę uważałaś za idiotyczną. Tego też nie mam Ci za złe. Dopiero wkraczasz w prawdziwe życie ( a może jeszcze nie ).
            Nie będę odbiegał od tematu. Piszę do Ciebie ten list, gdyż zrozumiałem co tak naprawdę znaczy „miłość”. Ja za chwilę kończę szkołę, a ty dopiero bierzesz na siebie obowiązek. Nie miej mi tego za złe, ale uważasz, że to wszystko nie powinno tak być. Ty i ja, to dwie równe historie. Nie ma sensu udawać.
                                   Dymitr.”
            I następnego dnia już go nie było… Jego matka wraz z nim i trzema siostrami wyjechali. Nie wiem gdzie. Po pewnym czasie przestało mnie to po prostu interesować.
            Teraz sprawy się pokomplikowały. Ja i Edward byliśmy prawdziwymi przyjaciółmi na dobre i na złe. Jednak poczułam do Cullena coś więcej niż tylko przyjaźń. Nie wiem co teraz powinnam zrobić, przecież nie powiem mu tego
wprost. Obiecywałam sobie, że nigdy nie poczuję nic więcej. A teraz? Złamałam własne słowo. Nie dotrzymałam go. Nie mogę teraz uciekać przed tym uczuciem i okłamywać samej siebie, że nic do niego nie czuję. Robiłam to już przez te kilka lat.
            Pora się wreszcie ustatkować i zacząć brać wszystko na własną odpowiedzialność. Edward nigdy nie był mi pisany i nic na to nie poradzę. Muszę wreszcie zrozumieć sens życia i dopiero wtedy zacząć się znów z kimś spotykać.
            Spoglądałam bezczynnie w okno. Padał deszcz. Moi przyjaciele zapewne jeszcze smacznie drzemali, skoro nawet ja nie pamiętałam kiedy „dotarłam do domu” to co dopiero oni. Chwila, ktoś musiał zostać jednak trzeźwy. Sięgnęłam pamięcią do wczorajszego wieczoru: Alice, Emmett, Rosalie, Jasper, Edward, Jacob byli pijani, ja zresztą też. Skoro nie oni, to kto do cholery mnie odwiózł!?
            Szybko wybrałam numer do swojej matki.
- Bells już wstałaś? – zapytała z rozbawieniem w głosie. Z pewnością mieli ze mnie niezły ubaw. 
            Jej kąśliwy komentarz puściłam mimo uszu.
- Mamuś, mam trochę nietypowe pytanie – mruknęłam.
- Czyli?
- Wiesz dobrze, że nic nie pamiętam.
            Przytaknęła.
- Ale – ciągnęłam dalej. – Kto mnie wczoraj odwiózł do domu?
- Myślałam, że wiesz. – odparła.
- Gdybym wiedziała to bym się ciebie nie pytała o to – to logiczne – więc?
- Adrian.
            Nastała cisza.
- Jaki? 
 
- Iwaszkow, a jaki?
- Żartujesz – rzuciłam.
- Po co miałabym żartować?
- Nie wiem… No dobra, dzięki, pa. – rozłączyłam się.
            Czyli tak to miało wyglądać? Od kiedy Bielikow pojawił się w moich snach, Adrian teraz pokazuje się również, ale realnie. Taki mieli plan? Chwila, chwila, chwila… moi przyjaciele zawsze dotrzymują słowa, jeśli chodzi o picie. Ten który nie pije, rzecz jasna dotrzymuje danego słowa. Czyżby Adrian przeciągnął ich na swoją stronę? Z Alice na pewno tak łatwo by mu nie poszło. Nienawidziła gościa.
            Powoli nic już nie rozumiałam. To wszystko było takie wykańczające. Spojrzałam na kominek, leżała tam karteczka do Isabelli.
            Pewnie rodzice – pomyślałam. Podeszłam i rozwinęłam. Stanęłam jak słup.
                                   Isabello,
nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek się spotkamy. Twój finezyjny uśmiech, długość twoich włosów. Nic się nie zmieniłaś. Jak zawsze piękna i optymistyczna. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie na dzisiejszej imprezie. Nie spodziewałaś się mnie prawda? Doskonale, uwielbiam zaskakiwać ludzi zwłaszcza takich jak ty. Od zawsze byłaś trochę mroczna to w Tobie lubię. Tajemniczość.
Mam nadzieję, że nie zaprzepaściłem swojej szansy na normalne stosunki? Wiesz jak bardzo mi zależy na Tobie? Zdajesz sobie sprawę? Nigdy moim zamiarem nie było być Twoim odwiecznym wrogiem… a jednak sprawy się nieco pokomplikowały. Alice co u niej? Wczoraj nie zamieniłem z nią ani jednego słowa, a szkoda. Może wreszcie by nam się udało. Chociaż nie sądzę,  abym zasługiwał u niej na drugą szansę. Ułożyła sobie na nowo życie, przy tym loczku.
A i Tobie się widzę powodzi. Ty i Cullen. No, no, no nie spodziewałem się u ciebie takich obrotów. Myślałem, że po odejściu Dymitra będziesz rozpaczać całe wieki. A tu proszę… kolejny romans. Nie wiem czy Dimka będzie zadowolony. W końcu to Ty
od zawsze byłaś jego jedyną miłością. Ale nie będę się wtrącał, ty sama najlepiej wiesz kogo kochasz. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć Ci szczęścia.
PS: Może Edward w końcu weźmie się w garść i powie Ci co czuje, tak jak to zrobił na wczorajszym wieczorze.
Trzymaj się Gwiazdeczko.
Wiesz kto.”
            Jasna cholera teraz on. Chyba naprawdę zdrowo im rąbnęło.