Liczę na jakiś komentarz ;)
~*~
Wakacje
minęły niczym za pstryknięciem palca.
Właśnie
dzisiaj rozpoczęłam naukę w Idaho i na moje szczęście nie natknęłam się jeszcze
na Bielikowa.
- Widzisz Bells, kłamał – oznajmił Edward w drodze
do mojego pokoju.
Uśmiechnęłam
się do niego delikatnie.
- Wiesz jak pocieszyć człowieka – zadrwiłam, od razu
się roześmiał.
Resztę
drogi do mojego pokoju przeszliśmy śmiejąc się i żartując. Pokoik dzieliłam z
Rose i Alice dzięki czemu nigdy nie jest nudna (zresztą znamy się ponad 10 lat,
raźniej)
- Do zobaczenia.
- Hej.
Weszłam
do swojego pokoju, dziewczyn nie było. Mamy różne plany, więc nie widujemy się
za często.
Przerzucałam
właśnie kartki w książce, aż nagle rozległo się pukanie do drzwi. Podeszłam i
otworzyłam.
- Dzień dobry – na jego twarzy igrał uśmieszek, ten
co zwykle.
- Żegnam – rzuciłam. Miałam właśnie zamykać drzwi,
ale mi przeszkodził.
- E… nie wolno być nie miłym dla nauczycieli –
skarcił mnie.
- Więc słucham?
- Przyszedłem porozmawiać – oznajmił.
- Nie mam czasu.
- Dla nauczyciela nie masz?
- Dobry boże, zostawisz mnie wreszcie w spokoju!?
- Panno Swan czy wszystko w porządku? – rozległ się
piskliwy głos dyrektorki.
- Tak… - rzuciłam.
- Panie Bielikow jest pan potrzebny piętro wyżej.
Ta
kobieta życie mi ratuje.
- Oczywiście pani dyrektor. To może Isabella
wybierze się od razu ze mną na przechadzkę po szkole? – spojrzał na mnie, a
potem znów na kobietę o średnim wzroście.
- Dlaczego by nie… skoro pan i tak będzie jej
nauczycielem.
Zamarłam.
- Chodź, oprowadzę cię.
Cóż
nie mogłam się sprzeciwiać. Po prostu wyszłam z pokoju zamykając go na klucz i
podążyłam przed siebie.
- Dlaczego mi to robisz? – zapytałam.
- co?
- Nie udawaj idioty, powiedz mi czemu mnie nękasz?
- A nie
chcesz tego?
Stanęłam
jak poparzona.
- Nie! – krzyknęłam. – Chciałam zrezygnować tutaj z
uczenia się. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego.
- A jednak będziesz miała – debil.
Olałam go. To jasne, że
już nie zrezygnuję z uczenia się tutaj, ale gdybym mogła. To bym teraz,
natychmiast odeszła.
- Bielikow! – wrzasnął
ktoś.
- Rosemarie.
- Któż to? – zapytała
nieznajoma.
- Isabella Swan. Nowa
uczennica – nie dał dojść mi do słowa.
- Wspaniale, wspaniale
– i odeszła.
Próbowałam wykorzystać chwilę jego nieuwagi i cofnęłam
się w stronę swojego pokoju.
- Wycieczka jeszcze nie
minęła – zauważył.
- Dokończymy ją innym
razem – rzuciłam – o ile takowy nastąpi – mruknęłam.
- Nastąpi. Jutro.
- Zmiana klasy.
- Chytra jak zawsze.
- I to we mnie lubisz?
Cóż jeśli miałam już tutaj stać z nim, to można trochę
podenerwować tego pajaca, albo jak kto woli nauczyciela.
- Bella! – to Alice.
Krzyczała do mnie z uśmiechem na twarzy. Nagle się
zatrzymała jakby ktoś ją pociągnął za kaptur. Za pewne na widok Dymitra.
- Witaj Alice – na jego
twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Dymitr? – kiwnął
głową.
- Miałaś do mnie jakąś
sprawę – zauważyłam.
- A, no tak. Słuchaj
załatwiłam nam przepustkę. W ten weekend. Będziemy mogły się wybrać na zakupy –
na twarzy przyjaciółki widniał szeroki uśmiech.
- To świetnie.
Problem był taki, że nienawidziłam zakupów. Ale, żeby nie
widzieć Bielikowa cały weekend, taka cena jest warta.
- Oczywiście jedziemy
wszyscy: my i chłopacy.
- Jeszcze lepiej!
-
To do zobaczenia później.
Pożegnałam
się z dziewczyną. Nareszcie jedna dobra wiadomość. Za dużo było już tych złych.
-
Zadowolona ? – zapytał.
-
I to jak. W końcu się od ciebie uwolnię – warknęłam.
-
Nie lubisz zakupów.
-
Poświęcę się.
-
Długo tam nie wytrzymasz – odparł.
-
Możliwe. – przyznałam mu po raz pierwszy rację. – Ale co z tego. – przerwałam.
– A no właśnie kto to ta cała Rosemarie?
-
Nikt – wyminął się.
-
To jest ona! – krzyknęłam.
-
Jak się domyśliłaś?
-
Nie trudno było. Twoje zachowanie zdradza wszystko – wyjaśniłam.
~*~
A teraz pytanie które bardzo mnie ciekawi. Kogo widzicie jako przyszłego chłopaka Belli. Edwarda, Jacoba a może Dymitra? ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz