sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział: drugi

No i o to nadeszły zmiany ;)
Ten rozdział będzie snem Belli. Następny to już będzie taka realna rzeczywistość :) Mam nadzieję, że się spodoba
~*~

                Ciemność ogarnęła mnie. Nie widziałam nic.
                Nagle coś mignęło mi przed oczami, rozejrzałam się dokoła. Nic. Odwróciłam się i nagle przede mną stał: brunet o dość jasnej karnacji, był przeciwieństwem Jaspera. Długie, proste, ciemne włosy które sięgały mu do ramion a na jego ustach igrał złowrogi uśmieszek.
- Wita, Bello – w jego głosie można było usłyszeć rozbawienie.
                Ale chwila skąd on znał moje imię? Zlustrowałam postać jeszcze raz. Jego ciemne oczy patrzyły na mnie.
- Dy… Dymitr? – zapytałam zaskoczona jego widokiem. – Ale jak to możliwe? Nie, nie. Ty mi się tylko śnisz. Jesteś wytworem mojej wyobraźni – przekonywałam samą siebie. Pytanie dlaczego właśnie o nim śniłam? Na świecie jest tylu różnych mężczyzn. Dlaczego musiałam właśnie o nim!?
- Zaskoczona moim widokiem?
                Przytaknęłam.
- Cóż, nie na takie powitanie liczyłem – widziałam jak jego to bawi.
- To się przyzwyczaj tylko na takie powitania – warknęłam.
- Przesadzasz.
- I kto to mówi – mruknęłam. – Po za tym co Cię sprowadza?
                Dymitr, znałam Go od dziesięciu lat. Mniej niż Edwarda czy któregokolwiek z moich znajomych, ale był jedną z moich bliskich osób. Co prawda jest między nami pięć lat różnicy, ale w dzieciństwie nie było tego aż tak bardzo widać. Ach… zapomniałam dodać, że Dimka jest trochę inny niż wszyscy. Wiem, może to się wydawać niedorzeczne, lecz ma jakiś tam dar który pozwala przenikać do snów różnych osób. Sama na początku w to nie wierzyłam, ale kiedyś na własne oczy się przekonałam.
- Słyszałem, że będziesz studiować na uczelni Idaho – odparł, po chwili dodał. – Wieści szybko się rozchodzą.
- Aha. Czyli w Nowosybirsku masz oczy i uszy dookoła świata – rzuciłam sarkastycznie. – Dobra możemy skończyć to przedstawienie? Nie mam już zamiaru z Tobą rozmawiać, wybacz Twój sen dobiegł końca.
- Bello, nie zapominasz się? Przecież to ja kontroluję to wszystko. To ja tworzę ten świat. Nie psuj tego – prychnęłam.
- Aha, świetnie. Wyjaśniliśmy sobie wszystko, teraz mogę pójść spać?
- Przecież ty śpisz – odpowiedział.
- Chodzi mi bez Ciebie – powiedziałam. 
 
                Odwróciłam się do mężczyzny plecami, miałam właśnie odchodzić gdy jego zimna dłoń złapała mnie za nadgarstek.
- Puszczaj! – wrzasnęłam.
- Nikt Cię nie usłyszy – przypomniał mi.
- Wiem.
- To co krzyczysz? – zapytał.
- Sama nie wiem – mruknęłam zdenerwowana.
                Trzymał mnie w mocnym uścisku. Nie czułam jak krew dopływa mi do tego miejsca. Wykorzystałam chwilę nie uwagi, stając mu bezczelnie na nodze. Krzyknął, tym samym wypuszczając mnie z objęć. Szybkim krokiem podążyłam przed siebie, nie oglądając się ani razu za siebie. To mogło mu dać przewagę. Mimo że to jego sen to przeraziłam się.
                Nie był to ten sam Dymitr, którego znałam z dzieciństwa. Była to zupełnie obca mi osoba. W momencie w którym na niego patrzyłam: troska, miłość, ciepło zniknęło.
- Nie masz po co uciekać i tak cię złapię – czyli deptał mi po piętach.
                Cholera.
                Myśl gdzie tu można by się schować. Przecież nie może mieć nad tobą tak wielkiej władzy. Włada tylko snami. Nic więcej. W życiu realnym to ty zawsze go przewyższałaś, chociaż, że byłaś od niego młodsza. Nie pozwól mu się teraz ogłupić przez głupi wytwór wyobraźni.
                „Obudź się, obudź” krzyczała moja podświadomość.
- Bello, kochanie skończ teraz, a nie zrobię Ci krzywdy – jego głos…
                Przestań! Nie możesz! Byliście tylko przyjaciółmi. Trzeba to skończyć, natychmiast! Nie możesz za każdym razem gdy go widzisz, gdy wkrada się do twojej podświadomości ulegać. Nie czas na to.
- Nie zrobisz mi krzywdy, nawet jeśli się nie zatrzymam – odszczekałam.
- Masz rację. Ale to nie oznacza, że się nie spotkamy – zatrzymałam się gwałtownie.
- Co masz na myśli? – zapytałam.
- Będę cię uczył na uczelni – odparł.
- Kłamiesz – oskarżyłam go.
- Słowo – przyrzekł.- Będę nawet twoim nauczycielem, na jednym z przedmiotów z którym masz największe kłopoty. Co się równa dodatkowe lekcje.
 
- Poproszę o kogoś innego – zaczynałam się wahać.
- Nie dadzą ci nikogo innego.
- Wątpisz w moje zdolności przekonywania ludzi? – spytałam.
- Nie, skądże. Od zawsze byłaś chętna iść z pierwszym lepszym – skitował.
- Słuchaj sobie Bielikow, nie obchodzi mnie co o mnie sądzisz! Nie chcę cię znać. Nie wiem dlaczego odwiedzasz mnie w moich snach i mam to głęboko w dupie. Ale daj mi wreszcie cholerny spokój! – wybuchłam.
- Mówię prawdę.
- Ciekawe.
- Wiesz, że wszystko kręci się wokół ciebie?
- I mówi to wiecznie zakochany w sobie pajac.
-  Bello… - jego głos złagodniał. – Chcę by wszystko było takie jak kiedyś.
                Myśl racjonalnie, myśl.
- Ale ja nie chcę. – Trudno było mi to mówić, ale trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy to co było nie wróci.
- Chcesz, tylko jeszcze tego nie wiesz. Nie rozumiesz – zachęcał mnie.
- Skąd możesz wiedzieć czego tak naprawdę chcę? – to pytanie musiało go w jakiś sposób zaboleć. Jego wzrok z surowego zamienił się przepełniony bólem?
- Bello… - jego rosyjski akcent.
- Wiem co chcesz powiedzieć. Ale daruj sobie. Zrozumiałam wszystko tuż przed Twoim wyjazdem. Naprawdę. Nie potrzebuję już żadnych argumentów. Nie sądzisz, że to co robisz jest dziecinne? To odwiedzanie mnie we śnie? Następnego dnia po prostu zapomnę o twoim istnieniu, tak jak robiłam to przez te wszystkie lata… Nie rozumiesz? Miłość przemija. Moja się skończyła do Ciebie. Tak szybko, jak przyszła – cios prosto w serce. – Nie jesteś już tym samym Dymitrem co kiedyś – ciągnęłam dalej. – Dlaczego chodź raz w życiu nie pozwolisz mi być szczęśliwy?
- Mylisz się. – teraz to on zaprzeczył. – Wciąż jestem sobą.
                Teraz zrozumiałam, że ta rozmowa prowadziła donikąd, on wiedział swoje, ja swoje. Bezsensu. Łudziłam się, że kiedyś znów będzie tak jak dawniej. Nadzieja. Chociaż teraz całe moje życie kręci się wokół nadziei.
 
                Cicho westchnęłam. Wiedziałam, że prędzej czy później stanę nim w oko w oko. Ale to miało nastąpić dopiero po przerwie wakacyjnej.
- Rozumiem, że taki jest twój dekret? – niechętnie przeniosła wzrok.
- Sądzisz, że dla mnie to wszystko też jest łatwe? Nie wiesz co przeżywałam po twoim odejściu – wrzasnęłam.
                Isabello Swan – uspokój się – skarciło mnie moje wewnętrzne ja.
- Nigdy tak nie powiedziałem – bronił się.
- Ale zasugerowałeś, to mi wystarczy.
                Kosmyk moich włosów opadł mi lekko na twarz, odgarnęłam go wierzchem dłoni – na bok – nie sądziłam, że to spotkanie (nawet we śnie) będzie takie trudne i będzie… niepotrzebne? Nie odezwał się już ani razu. Czyżby moje argumenty wreszcie przemówiły do rozsądku? To byłby cud. Nie mówię tego dlatego, że jakaś część mnie go nienawidzi i jest to dość sporawa część, tylko dlatego, że taka jest prawda. Okrutna, ale prawda.
- Nic nie rozumiesz.
- To mi wytłumacz.
- To nie pomoże.
                Prychnęłam.
- Starczy. Wiesz co? Mam już dosyć śnić, obudzę się a ty się okażesz sennym majakiem.
- To wszystko przez nią…
                Zaczyna się robić ciekawie.
- Przez nią? – zapytałam. Potwierdził skinieniem. – Kim jest „ona”?
- Za dużo już wiesz.
- Albo za mało – mruknęłam.
- Nie znasz jej i nigdy nie poznasz – ciekawe.
                Nagle wszystko zaczęło się oddalać. Zrozumiałam, że mój… jego sen dobiegł końca.

- Bella, obudź się – przetarłam oczy i zobaczyłam Edwarda. Na jego twarzy malował delikatny uśmiech. –Śpioch – brzmiało to jak oskarżenie.
 
- Dzięki – rzuciłam. – Która godzina?
- 10 – rzucił lekko.
- O, boże… spóźniliśmy się do szkoły – wrzasnęłam. Wstałam szybko i zaczęłam się szykować do szkoły.
- Sobota dzisiaj – spojrzałam na niego jak na kosmitę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz