Ten rozdział będzie snem Belli. Następny to już będzie taka realna rzeczywistość :) Mam nadzieję, że się spodoba
~*~
Ciemność ogarnęła mnie. Nie
widziałam nic.
Nagle
coś mignęło mi przed oczami, rozejrzałam się dokoła. Nic. Odwróciłam się i
nagle przede mną stał: brunet o dość jasnej karnacji, był przeciwieństwem
Jaspera. Długie, proste, ciemne włosy które sięgały mu do ramion a na jego
ustach igrał złowrogi uśmieszek.
- Wita, Bello – w jego głosie można było usłyszeć
rozbawienie.
Ale
chwila skąd on znał moje imię? Zlustrowałam postać jeszcze raz. Jego ciemne
oczy patrzyły na mnie.
- Dy… Dymitr? – zapytałam zaskoczona jego widokiem. – Ale
jak to możliwe? Nie, nie. Ty mi się tylko śnisz. Jesteś wytworem mojej
wyobraźni – przekonywałam samą siebie. Pytanie dlaczego właśnie o nim śniłam?
Na świecie jest tylu różnych mężczyzn. Dlaczego musiałam właśnie o nim!?
- Zaskoczona moim widokiem?
Przytaknęłam.
- Cóż, nie na takie powitanie liczyłem – widziałam jak jego
to bawi.
- To się przyzwyczaj tylko na takie powitania – warknęłam.
- Przesadzasz.
- I kto to mówi – mruknęłam. – Po za tym co Cię sprowadza?
Dymitr,
znałam Go od dziesięciu lat. Mniej niż Edwarda czy któregokolwiek z moich
znajomych, ale był jedną z moich bliskich osób. Co prawda jest między nami pięć
lat różnicy, ale w dzieciństwie nie było tego aż tak bardzo widać. Ach…
zapomniałam dodać, że Dimka jest trochę inny niż wszyscy. Wiem, może to się
wydawać niedorzeczne, lecz ma jakiś tam dar który pozwala przenikać do snów
różnych osób. Sama na początku w to nie wierzyłam, ale kiedyś na własne oczy
się przekonałam.
- Słyszałem, że będziesz studiować na uczelni Idaho –
odparł, po chwili dodał. – Wieści szybko się rozchodzą.
- Aha. Czyli w Nowosybirsku masz oczy i uszy dookoła świata
– rzuciłam sarkastycznie. – Dobra możemy skończyć to przedstawienie? Nie mam
już zamiaru z Tobą rozmawiać, wybacz Twój sen dobiegł końca.
- Bello, nie zapominasz się? Przecież to ja kontroluję to
wszystko. To ja tworzę ten świat. Nie psuj tego – prychnęłam.
- Aha, świetnie. Wyjaśniliśmy sobie wszystko, teraz mogę
pójść spać?
- Przecież ty śpisz – odpowiedział.
- Chodzi mi bez Ciebie – powiedziałam.
Odwróciłam
się do mężczyzny plecami, miałam właśnie odchodzić gdy jego zimna dłoń złapała
mnie za nadgarstek.
- Puszczaj! – wrzasnęłam.
- Nikt Cię nie usłyszy – przypomniał mi.
- Wiem.
- To co krzyczysz? – zapytał.
- Sama nie wiem – mruknęłam zdenerwowana.
Trzymał
mnie w mocnym uścisku. Nie czułam jak krew dopływa mi do tego miejsca.
Wykorzystałam chwilę nie uwagi, stając mu bezczelnie na nodze. Krzyknął, tym
samym wypuszczając mnie z objęć. Szybkim krokiem podążyłam przed siebie, nie
oglądając się ani razu za siebie. To mogło mu dać przewagę. Mimo że to jego sen
to przeraziłam się.
Nie był
to ten sam Dymitr, którego znałam z dzieciństwa. Była to zupełnie obca mi
osoba. W momencie w którym na niego patrzyłam: troska, miłość, ciepło zniknęło.
- Nie masz po co uciekać i tak cię złapię – czyli deptał mi
po piętach.
Cholera.
Myśl
gdzie tu można by się schować. Przecież nie może mieć nad tobą tak wielkiej
władzy. Włada tylko snami. Nic więcej. W życiu realnym to ty zawsze go
przewyższałaś, chociaż, że byłaś od niego młodsza. Nie pozwól mu się teraz
ogłupić przez głupi wytwór wyobraźni.
„Obudź
się, obudź” krzyczała moja podświadomość.
- Bello, kochanie skończ teraz, a nie zrobię Ci krzywdy –
jego głos…
Przestań!
Nie możesz! Byliście tylko przyjaciółmi. Trzeba to skończyć, natychmiast! Nie
możesz za każdym razem gdy go widzisz, gdy wkrada się do twojej podświadomości
ulegać. Nie czas na to.
- Nie zrobisz mi krzywdy, nawet jeśli się nie zatrzymam –
odszczekałam.
- Masz rację. Ale to nie oznacza, że się nie spotkamy –
zatrzymałam się gwałtownie.
- Co masz na myśli? – zapytałam.
- Będę cię uczył na uczelni – odparł.
- Kłamiesz – oskarżyłam go.
- Słowo – przyrzekł.- Będę nawet twoim nauczycielem, na
jednym z przedmiotów z którym masz największe kłopoty. Co się równa dodatkowe
lekcje.
- Poproszę o kogoś innego – zaczynałam się wahać.
- Nie dadzą ci nikogo innego.
- Wątpisz w moje zdolności przekonywania ludzi? – spytałam.
- Nie, skądże. Od zawsze byłaś chętna iść z pierwszym
lepszym – skitował.
- Słuchaj sobie Bielikow, nie obchodzi mnie co o mnie
sądzisz! Nie chcę cię znać. Nie wiem dlaczego odwiedzasz mnie w moich snach i
mam to głęboko w dupie. Ale daj mi wreszcie cholerny spokój! – wybuchłam.
- Mówię prawdę.
- Ciekawe.
- Wiesz, że wszystko kręci się wokół ciebie?
- I mówi to wiecznie zakochany w sobie pajac.
- Bello… - jego głos
złagodniał. – Chcę by wszystko było takie jak kiedyś.
Myśl
racjonalnie, myśl.
- Ale ja nie chcę. – Trudno było mi to mówić, ale trzeba
było spojrzeć prawdzie w oczy to co było nie wróci.
- Chcesz, tylko jeszcze tego nie wiesz. Nie rozumiesz –
zachęcał mnie.
- Skąd możesz wiedzieć czego tak naprawdę chcę? – to pytanie
musiało go w jakiś sposób zaboleć. Jego wzrok z surowego zamienił się
przepełniony bólem?
- Bello… - jego rosyjski akcent.
- Wiem co chcesz powiedzieć. Ale daruj sobie. Zrozumiałam
wszystko tuż przed Twoim wyjazdem. Naprawdę. Nie potrzebuję już żadnych
argumentów. Nie sądzisz, że to co robisz jest dziecinne? To odwiedzanie mnie we
śnie? Następnego dnia po prostu zapomnę o twoim istnieniu, tak jak robiłam to
przez te wszystkie lata… Nie rozumiesz? Miłość przemija. Moja się skończyła do
Ciebie. Tak szybko, jak przyszła – cios prosto w serce. – Nie jesteś już tym
samym Dymitrem co kiedyś – ciągnęłam dalej. – Dlaczego chodź raz w życiu nie
pozwolisz mi być szczęśliwy?
- Mylisz się. – teraz to on zaprzeczył. – Wciąż jestem sobą.
Teraz
zrozumiałam, że ta rozmowa prowadziła donikąd, on wiedział swoje, ja swoje.
Bezsensu. Łudziłam się, że kiedyś znów będzie tak jak dawniej. Nadzieja.
Chociaż teraz całe moje życie kręci się wokół nadziei.
Cicho
westchnęłam. Wiedziałam, że prędzej czy później stanę nim w oko w oko. Ale to
miało nastąpić dopiero po przerwie wakacyjnej.
- Rozumiem, że taki jest twój dekret? – niechętnie
przeniosła wzrok.
- Sądzisz, że dla mnie to wszystko też jest łatwe? Nie wiesz
co przeżywałam po twoim odejściu – wrzasnęłam.
Isabello
Swan – uspokój się – skarciło mnie moje wewnętrzne ja.
- Nigdy tak nie powiedziałem – bronił się.
- Ale zasugerowałeś, to mi wystarczy.
Kosmyk
moich włosów opadł mi lekko na twarz, odgarnęłam go wierzchem dłoni – na bok –
nie sądziłam, że to spotkanie (nawet we śnie) będzie takie trudne i będzie…
niepotrzebne? Nie odezwał się już ani razu. Czyżby moje argumenty wreszcie
przemówiły do rozsądku? To byłby cud. Nie mówię tego dlatego, że jakaś część
mnie go nienawidzi i jest to dość sporawa część, tylko dlatego, że taka jest
prawda. Okrutna, ale prawda.
- Nic nie rozumiesz.
- To mi wytłumacz.
- To nie pomoże.
Prychnęłam.
- Starczy. Wiesz co? Mam już dosyć śnić, obudzę się a ty się
okażesz sennym majakiem.
- To wszystko przez nią…
Zaczyna
się robić ciekawie.
- Przez nią? – zapytałam. Potwierdził skinieniem. – Kim jest
„ona”?
- Za dużo już wiesz.
- Albo za mało – mruknęłam.
- Nie znasz jej i nigdy nie poznasz – ciekawe.
Nagle
wszystko zaczęło się oddalać. Zrozumiałam, że mój… jego sen dobiegł końca.
- Bella, obudź się – przetarłam oczy i zobaczyłam Edwarda.
Na jego twarzy malował delikatny uśmiech. –Śpioch – brzmiało to jak oskarżenie.
- Dzięki – rzuciłam. – Która godzina?
- 10 – rzucił lekko.
- O, boże… spóźniliśmy się do szkoły – wrzasnęłam. Wstałam
szybko i zaczęłam się szykować do szkoły.
- Sobota dzisiaj – spojrzałam na niego jak na kosmitę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz