piątek, 15 czerwca 2012

Rozdział: pierwszy

Przyznaję się bez bicia, że jest krótkie. Wybaczyć mi proszę. Ale postanowiłam zrobić wielkie zmiany, poprowadzić inaczej historię i... dodać nowe postaci. Np: z TVD czy Akademii Wampirów. Mam nadzieję, że teraz moja historia będzie o wiele ciekawsze niż poprzednia.
~*~

 Nareszcie – pomyślałam. Zbliżał się koniec roku szkolnego, a wraz z nim czas na zmiany.
         Cieszyłam się niezmiernie, że kończymy szkołę, jednak dobra passa nie trwała długo.
 - Panno Swan – zawołał pan Tanner. Zwinnym krokiem podeszłam do mężczyzny w średnim wieku. - Słucham? – było już po lekcjach, miałam właśnie wracać do domu.
- Przepraszam, że zatrzymuję cię, mimo, że lekcje już dawno skończyłaś. Ale… Mam dla ciebie dobrą wiadomość – na twarzy nauczyciela malował się delikatny uśmiech. Nic nie odpowiedziałam, czekałam na dalszą reakcję ze strony mężczyzny. – Otóż odezwała się komisja. Po głębszych ustaleniach, przyjęli cię do jednej ze swoich uczelni w Idaho.
          To nie mogło się wydarzyć. Prawda, wysłałam tam swoje zgłoszenie, ale nie sądziłam, że się dostanę. Szansa była jedna na milion, że mnie przyjmą.
- To świetnie – odparłam. – Czy moi rodzice zostali już o tym poinformowani? – zapytałam.
 - Owszem,  wiedzą już wszystko. Ktoś z komisji już rozmawiał z pani rodzicami. Ucieszyli się niemniej, niż ty. Dlatego wyrazili swoją zgodę, abyś mogła tam studiować. Pozostało pytanie, czy ty się zgadasz? – od razu kiwnęłam głową. - Czy tylko ja się dostałam, czy może ktoś jeszcze ze szkoły? – zagadnęłam. - Oczywiście. Pan Cullen, McCarty, rodzeństwo Hale i pani Alice Brandon.          To się nie mogło wydarzyć. Wszyscy moi przyjaciele mieli wraz ze mną studiować na najlepszej uczelni. Lepiej być nie mogło. - Cieszę się – rzuciłam.
         Nauczyciel chyba widział, że nie mam już ochoty na dalsze rozmowy. Puścił mnie do domu. Rodzice powitali mnie jak nigdy. Po obiedzie od razu padło pytanie dotyczące Idaho. Oczywiście, wcześniej byłam pewna, że będę musiała dzisiaj dać im odpowiedź. Zresztą, po co się długo zastanawiać? Moja odpowiedź brzmiała: tak.
- Bells, ale wiesz, że nie musisz tego robić prawda? – zapytał ojciec.
          Skinęłam głową. Bardzo dobrze wiedziałam, że nie muszę, ale chciałam. To było moje marzenie. - Tato, nie przejmuj się mną. Naprawdę – odparłam. Jakoś nie za bardzo go przekonałam swoimi słowami. Cóż, musiał się przygotować, że jego jedyna córeczka kiedyś się wyprowadzi. To było nieuniknione.
         Wieczorem zostałam ‘obsypana’ wiadomościami od przyjaciół. Każda treść brzmiała podobnie „Bells nie uwierzysz. Udało mi się! Będę studiować na uczelni Idaho.”
         Ciekawe, czy spotkamy jakichś przystojniaków. To znaczy, bardziej ja, niż Alice i Rosalie, które są już związane. Ally z Jasperem, a Rose z Emmettem. Tylko tak się trafiło, że ja i Edward nie byliśmy razem, i na razie nie zamierzaliśmy tego zmieniać. Woleliśmy zostać najlepszymi przyjaciółmi, tak jak teraz. Związek mógł się rozpaść i co wtedy? Kłótnie, nienawiść, złość, przygnębienie.  Wolałam tego uniknąć. On chyba zresztą również.
 - Bello, wychodzimy – oznajmiła mi matka. Skinęłam głową. Zbliżała się 23. Trochę dziwiło mnie, że moi rodzice postanowili się gdzieś wybrać. Nie chodziło tu o to, że od pewnego czasu w ich związku jest źle… Nie. Jednak to jest ten jedyny powód.
- Jasne. Nie spieszcie się z powrotem, dam sobie świetnie radę – krzyknęłam, a po chwili słychać było tylko trzaskanie drzwi.
         Świetnie… cały dom miałam mieć dla siebie na całą noc. Korciło mnie, aby zadzwonić po przyjaciół. Gdyby rodzice dowiedzieli się o nocnej imprezie pod ich nieobecność, to nie wiem, czy tak łatwo uszłabym z życiem.
         Od razu przypomniała mi się impreza sprzed miesiąca.
                                                         * - Założę się, że nie pocałujesz Mike’a  - odparł Edward. Dostrzegłam, że był już wstawiony. - Skąd takie przypuszczenia, panie Cullen? – droczyłam się z chłopakiem. - Bo nie jesteś taka… znam cię – spojrzałam na niego jak na kosmitę. Miał rację. Znał mnie lepiej niż ktokolwiek. - Cóż… - zaczął Mike – nie ma co próbować, nie jestem nią zainteresowany.          Szczur przysłuchiwał się całej rozmowie. W tym jakże „uroczym momencie” moi rodzice wrócili. Dostrzegłam po ich rysach twarzy strach i złość. Gdy tylko goście opuścili dom, Renee od razu dała mi szlaban jak małemu dziecku, a Charlie na deser zostawił mi sprzątanie całego mieszkania i garażu.                                                *          
 Ułożyłam głowę na poduszce i szybko zasnęłam…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz